Free cooling brzmi świetnie. „Darmowe chłodzenie” – czyli niższe rachunki za energię i mniejsze obciążenie agregatu chłodniczego. Problem w tym, że wokół tego rozwiązania narosło mnóstwo uproszczeń i marketingowych sloganów. W praktyce free cooling potrafi przynieść ogromne oszczędności… ale tylko w odpowiednich warunkach.

Na czym polega free cooling?

Idea jest prosta. Jeśli temperatura zewnętrzna jest niższa od temperatury medium, które chcemy schłodzić, można wykorzystać chłodne powietrze zewnętrzne zamiast uruchamiać sprężarkę agregatu chłodniczego.

W praktyce free cooling występuje najczęściej w dwóch wersjach:

  • powietrzny – wykorzystujący chłodne powietrze zewnętrzne,
  • glikolowy/wodny – gdzie schładzanie odbywa się przez dodatkowy wymiennik free coolingu.

W teorii wszystko wygląda idealnie. W praktyce kluczowe są szczegóły.

Kiedy free cooling naprawdę działa?

Największe korzyści pojawiają się tam, gdzie:

  • instalacja pracuje przez cały rok,
  • odbiornik wymaga chłodzenia również zimą,
  • temperatura medium chłodzonego jest relatywnie wysoka,
  • występuje duża liczba godzin z niską temperaturą zewnętrzną.

Dlatego free cooling świetnie sprawdza się m.in. w:

  • procesach przemysłowych,
  • serwerowniach,
  • chłodzeniu maszyn,
  • instalacjach technologicznych,
  • niektórych centralach wentylacyjnych.

Jeżeli proces wymaga np. wody lodowej o temperaturze 15°C, to przez dużą część roku w Polsce można ograniczyć lub całkowicie wyłączyć pracę sprężarki.

I właśnie wtedy pojawiają się realne oszczędności energii.

Kiedy free cooling staje się marketingowym hasłem?

Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś próbuje sprzedać free cooling wszędzie i każdemu.

Jeżeli instalacja wymaga bardzo niskich parametrów, np. wody 6°C, liczba godzin efektywnej pracy free coolingu gwałtownie spada. W polskim klimacie pełny free cooling dla takich parametrów będzie działał stosunkowo rzadko.

Często okazuje się również, że:

  • inwestor dopłaca dużo do dodatkowego wymiennika,
  • rosną opory przepływu,
  • układ staje się bardziej skomplikowany,
  • okres zwrotu inwestycji robi się bardzo długi.

W efekcie system istnieje bardziej „na folderze reklamowym” niż w realnych oszczędnościach.

Największy błąd – brak analizy godzin pracy

Największym błędem jest projektowanie free coolingu bez analizy rzeczywistych warunków pracy instalacji.

Samo hasło „mamy free cooling” nic jeszcze nie znaczy.

Kluczowe pytania brzmią:

  • ile godzin rocznie system będzie pracował w trybie free coolingu,
  • jakie będą realne oszczędności energii,
  • przy jakich temperaturach układ przełącza się między trybami,
  • jaki będzie rzeczywisty okres zwrotu inwestycji.

Bez takich obliczeń łatwo stworzyć system, który wygląda nowocześnie, ale ekonomicznie nie ma większego sensu.

Wnioski

Free cooling nie jest magicznym rozwiązaniem do każdej instalacji. W dobrze dobranym układzie potrafi znacząco obniżyć koszty eksploatacji i odciążyć agregat chłodniczy. Źle dobrany – staje się drogim dodatkiem, który bardziej dobrze wygląda w ofercie niż działa w praktyce.

Dlatego najważniejsze nie jest samo zastosowanie free coolingu, ale odpowiedź na pytanie:

czy w tej konkretnej instalacji naprawdę będzie miał z czego oszczędzać energię.

Jeśli zastanawiasz się czy możesz zyskać znaczące oszczędności w Twojej instalacji stosując freecooling skontaktuj się z nami.